Kilka godzin wykładów i wieczne wakacje? Rozprawmy się z mitem „łatwej pracy” profesora
- Marta du Vall
- Mar 6
- 2 min read
Często słyszę: „Ale Ty to masz dobrze – kilka godziny wykładów w tygodniu i wolne!”.
Tekst dedykuję osobom, które uważają, że praca na uczelni to najdłuższe wakacje świata (możecie go im posłać😉)
Według powszechnego przekonania, praca na uczelni to „emerytura przed emeryturą” – mało godzin, prestiż i mnóstwo czasu na czytanie książek. Cóż, jeśli wciąż w to wierzysz, mam dla Ciebie wiadomość: rzeczywistość akademicka ma tyle wspólnego z tym obrazkiem, co „Szczęki” z wakacyjnym kursem nurkowania.
Sprawdźmy, co tak naprawdę robi profesor, gdy nie stoi przy katedrze⬇️
Po pierwsze, dydaktyka to tylko wierzchołek „góry lodowej”
Większość osób ocenia pracę naukowca przez pryzmat tzw. „pensum”. Jeśli profesor ma 210 godzin dydaktycznych rocznie, wychodzi około 7–8 godzin tygodniowo. Brzmi jak marzenie?
Rzeczywistość: przygotowanie jednego, nowoczesnego wykładu, który nie zanudzi dzisiejszych studentów na śmierć, to często stosunek 1:3. Każda godzina na sali to trzy godziny researchu, aktualizacji danych, walki z „power pointem” i przygotowywania materiałów.
Do tego dochodzą:
Konsultacje (często zamieniające się w sesje terapeutyczne).
Sprawdzanie kolokwiów i prac (setki stron tekstu o różnym stopniu czytelności).
Promowanie prac dyplomowych – czyli bycie redaktorem, motywatorem i korektorem w jednym.
„Publish or Perish” – naukowiec jako maszyna do pisania
W dzisiejszym świecie nauka to nie hobby, to twardy rynek. Aby utrzymać się na uczelni, naukowiec musi publikować, najlepiej w prestiżowych czasopismach.
To nie jest pisanie „co mi ślina na język przyniesie”. To miesiące badań, analiz statystycznych i walki z tzw. recenzentem nr 2 (legendarną postacią, która zawsze znajdzie błąd tam, gdzie go nie ma). Praca badawcza nie kończy się o 16:00. Myśli o hipotezach i brakujących danych towarzyszą naukowcom przy kolacji, w kinie i o trzeciej nad ranem.
Granty, czyli etat handlowca
Współczesny profesor musi być jak CEO startupu. Chcesz przeprowadzić badania? Musisz zdobyć na nie pieniądze. Pisanie wniosków o granty to setki stron biurokratycznej nowomowy, budżetowania co do złotówki i prognozowania wyników, których... jeszcze nie znasz (bo przecież po to robisz badania!). Skuteczność? Często zaledwie kilkanaście procent wniosków dostaje finansowanie. Reszta to tygodnie pracy, które lądują w koszu.
Biurokracja – prawdziwy „final boss”
Jeśli myślisz, że uczelnia to świątynia mądrości, to zapomniałeś o komisjach.
Komisja programowa.
Komisja ds. jakości kształcenia.
Rada dyscypliny.
Zespoły ds. wszystkiego i niczego.
Naukowiec spędza długie godziny na spotkaniach, wypełnianiu tabelek w Excelu i raportowaniu postępów, które mogłyby zostać streszczone w jednym e-mailu. To „ukryty pożeracz czasu”, o którym nikt nie mówi podczas rekrutacji na studia doktoranckie.

Dlaczego o tym pisze?
Zrozumienie realnych obciążeń pracowników nauki jest kluczowe – nie po to, by im współczuć, ale by zrozumieć i raz na zawsze przestać „grać na nerwach, już wystarczająco sfrustrowanym” ludziom nauki 😉
Multitasking oraz zarządzanie energią i czasem są dziś kluczowe w tej branży. Profesor to dziś hybryda badacza, project managera, copywritera, mówcy publicznego i urzędnika.
Szanujmy ich czas – nie dlatego, że mają go tak mało, ale dlatego, że lista ich zadań nigdy się nie kończy.




Comments